niedziela, 7 grudnia 2014

"(nie) mam się w co ubrać" - recenzja dwóch stron książki Karoliny Glinieckiej.

Nie jestem oddaną fanką Charlize Mystery. Nie szaleję na punkcie jej stylizacji, a wiadomość o wydaniu przez nią książki nie spędzała mi jakoś specjalnie snu z powiek. Nie zamierzałam kupować jej publikacji, ale przyznaję, byłam ciekawa jak wygląda te 350 stron napisanych przez blogerkę-szafiarkę. Kilka dni temu na blogu Olfaktorii pojawiła się recenzja owej książki. Przyjrzałam się bliżej zdjęciom poszczególnych stron, żeby móc coś wyczytać, bo z założenia po to są książki pisane, by je czytać (tak sądzę). Trafiłam na fragment o „tkaninach na swetry” i wtedy krew się we mnie zagotowała. Dlaczego?
Bo nie cierpię kiedy ludzie udają speców od czegoś na czym zupełnie się nie znają. A nie daj Boże piszą na ten temat książki. I wypisują w nich głupoty jakich mało. Błąd może trafić się każdemu, ale 7 błędów merytorycznych na dwóch stronach to o 7 za dużo. 
Zacznę od rzeczy, które mnie również zawsze nudziły na zajęciach, ale są ważne w odbiorze tej analizy. Pozwólcie, że tym schematem w naprawdę dużym skrócie pokażę wam cykl od włókna po materiał. 


Podstawowym surowcem do produkcji ubrań są włókna różnego pochodzenia. Włókna dostarcza się do przędzalni, gdzie przetwarza się ją na przędzę i nici. Następnie z przędzy tworzy się materiał – tkaninę, dzianinę. Włókniny tworzy się bezpośrednio z włókien. I dopiero z takich materiałów konkretne części odzieży.

Tkaniny są wyrobami powstającymi poprzez ułożenie nitek prostopadle wobec siebie.
Dzianiny powstają  przez tworzenie rządków lub kolumienek wzajemnie ze sobą połączonych oczek.

O tym na pewno nie wiedziała autorka książki. I stąd masa błędów.
Przykłady? Ależ proszę… Zapraszam do analizy AŻ dwóch stron książki.


 Co się bardziej liczy, materiał czy fason? Jeśli chodzi o swetry może Cię zaskoczę, ale zdecydowanie ważniejsza jest tkanina, z jakiej są wykonane.”
Swetry i wszystkie inne ubrania wykonywane są z materiałów odzieżowych. Materiały te dzielimy na tkaniny, dzianiny i włókniny. Swetry wykonywane są z dzianin, nie z tkanin.

Dlatego chcę przybliżyć Ci te najważniejsze [tkaniny]”
I tu autorka przedstawia nam… surowce, z których są robione dzianiny.

„Wełna […] To naturalna tkanina uzyskiwana z sierści zwierząt, na przykład owiec”
Wełna to naturalne włókno uzyskiwane z sierści zwierząt m.in. owiec. Dopiero później, po otrzymaniu przędzy z włókna można utworzyć tkaninę.  

"Bawełna – Najpopularniejszy materiał w przemyśle tekstylnym, jednak rzadziej wykorzystywany przy produkcji swetrów. Pozyskuje się go z rośliny o tej samej nazwie."
Bawełna to najpopularniejszy surowiec w przemyśle tekstylnym.
Bawełna nie jest materiałem, jest surowcem  z którego później wyrabia się różne materiały np. dzianiny lub tkaniny.

Moher – Naturalny materiał pochodzący z wełny kóz angorskich.
Znów ten sam błąd… Moher – Naturalne włókno pozyskiwane od kóz angorskich. Z racji tego, że jest pozyskiwane ze zwierząt, moher jest jednym z rodzajów wełny. 

Wełny bowiem nazywane są różnie w zależności od pochodzenia. Najczęściej spotykana jest ta owcza. I są jej różne odmiany: merynosowa, szetland lub szewiot. Chociaż na metkach najczęściej widnieje jedynie „wełna”. Istnieje wełna wielbłądzia - wikunia lub kamel. Kozia – wspomniany moher i kaszmir. Królicza – angora. Wełna z lamy to alpaka…

"Moher to materiał lekki, połyskliwy…”
Materiały z moheru są lekkie, połyskliwe… (Moher nie jest materiałem, na litość boską!)

"[moher] Niestety ma też swoje minusy – jest bardzo delikatny, przez co łatwo go rozerwać, dlatego producenci rzadko decydują się na szycie wyłącznie z moheru i  zazwyczaj występuje on jako domieszka innego materiału, na przykład wełny."
 Moher, jak już ustaliliśmy jest wełną, więc może być on domieszką w materiale w mieszance z jakimś innym włóknem (surowcem). Autorka prawdopodobnie miała na myśli, że
... producenci rzadko decydują się na szycie jedynie z moheru i  zazwyczaj występuje on jako domieszka w materiale (ewentualnie w dzianinie), gdzie głównym surowcem jest np. wełna owcza.

Alpaka - Kolejne naturalne włókno [...] wytwarzane z sierści alpak.
Włókna wytwarza się nie tylko z sierści alpak, ale również z lam.
Poza tym moim zdaniem zarówno o alpakach jak i moherze Karolina powinna napisać przy wełnach
, bo alpaka to wełna z lamy lub alpaki. To tak jakby pisać „warzywa, owoce, ogórek, rzodkiewka". Są pewnego rodzaju kategorie i podkategorie i czasami warto to uwzględnić.

To tyle, a może i aż tyle.
To analiza dwóch stron książki. Czy jest ktoś kto pokusiłby się o całą? Na pewno znalazłyby się takie osoby, ale czy nie szkoda naszego czasu? 


Można by powiedzieć, że się czepiam słówek. Że przecież „ona jest tylko blogerką” i „nie wymagajmy od niej tak wiele”. Ale czy pisząc książkę automatycznie nie przedstawiła siebie w roli specjalisty? Nieważne czy specjalistki od stylizacji, historii ubioru czy materiałoznawstwa. Powinna ręczyć za każde napisane słowo, każdą postawioną kropkę i przecinek. Za słowa w nieszczęsnym wstępie i w każdym następnym rozdziale. 
Piszę to jako studentka architektury ubioru, która musiała mierzyć się z takimi przedmiotami jak materiałoznawstwo czy technologie włókiennicze. I choć nie były to moje ulubione zajęcia, ba, były super nudne i nie raz zdarzało mi się ściągać przy szczegółowych parametrach włókien poliamidowych, to niektóre zagadnienia są wiedzą maksymalnie podstawową jeśli chcemy rozmawiać o odzieży.  Zwłaszcza jeśli chcemy pisać później o tym książki.

Jeden z bardziej znanych blogerów - Kominek,  w swoim wywiadzie z autorką nazwał tę książkę „wikipedią mody”. I choć na pewno nie miał na myśli nic złego, to moim zdaniem nie mógł bardziej trafić z określeniem. Ta książka jest wikipedią. Można napisać dosłownie wszystko co się chce, bez żadnej wiedzy i umiejętności, jednocześnie stając się źródłem, z którego inni później czerpią informacje zakładając, że jest to pewnik. Po czasie okazuje się jednak, że wypracowanie ściągnięte z Wikipedii to stek bzdur.

Autorka pisała o sylwetkach, materiałach, historii. Zabierając się za tak szerokie spektrum dziedzin z góry jesteśmy skazani na porażkę. Zwłaszcza jeśli poświęcamy na to tylko pół roku. Bo pół roku to naprawdę mało. Zawsze uczono mnie, że lepiej jest zrobić jedną rzecz, a porządnie. Karolina chciała w swojej książce zawrzeć zdecydowanie za dużo. No i styl pisania pozostawia wiele do życzenia. To dowodzi, że nie wszyscy są stworzeni do pisania książek. Kiedyś zajmowali się tym pisarze, teraz zajmują wszyscy – politycy, aktorzy, muzycy, celebryci, a nawet i blogerki. Z coraz większą krzywdą dla literatury, która kiedyś była świętością i w której błędy były absolutnie niewybaczalne.

Niech szafiarki skupią się na szafiarkowaniu, ubieraniu się i pisaniu co mają na sobie. Pisanie książek zostawmy pisarzom. A jeśli chcemy przekazać swoją wiedzę w kwestii stylizacji zatrudnijmy ghost writera. Koszt jego wynajęcia odpowiada kwocie jednej torebki od zagranicznego projektanta. Nie wierzę, że na taki luksus nie stać jednej z najbardziej rozpoznawalnych blogerek. Autorka już myśli o wydaniu drugiej książki. I co jest w tym najgorsze? Że ona prawdopodobnie ją wyda. Miejmy nadzieję, że tym razem bardziej dopracowaną i już bez błędów merytorycznych, gramatycznych i stylistycznych.


 A na rozluźnienie tego swetrowego koszmaru zdjęcie cudnych alpak. Trzymajcie się ciepło! 

58 komentarzy:

  1. Amen. Nic dodać, nic ująć ;) Mam wrażenie, że wiele osób w ogóle nie rozumie różnicy między dzianiną a tkaniną ;)
    Nano, mam tylko małą prośbę - przy akapicie o moherze wkradł Ci się mały błąd dotyczący niezgodności liczby rzeczownika i czasownika. Czy mogłabyś poprawić ten mały błąd? ;) Do tego dodałabym przy alpace, że włókna wytwarza się raczej z sierści lam i alpak - w przeciwnym razie czytelnik może odnieść wrażenie, że do wytworzenia włókna mieli się całe zwierzę ;))
    Tak czy owak - myślę, że cała książka tej Pani może być ciekawsza niż niejeden kabareton ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nana zawsze jest pełna emocji podczas pisania swoich tekstów i czasami lubi szaleć z rodzajami i liczbami, ale zaraz wszystko poprawimy. Dobrze, że my się nie bierzemy za pisanie książki [c'nie Nana? :D] i że mamy uważnych czytelników!

      Mielenie alpak i lam?! Jak w ogóle komuś taka wizja przyjść do głowy?! Toż alpaki to najfajniejsze stworzenia [zaraz po mopsach oczywiście], które będziemy kiedyś z Naną hodować. <3

      Usuń
    2. A się nie dziwię, że jest pełna emocji ;) Przy takiej książce zapewne sama bym nimi kipiała ;)

      Usuń
    3. Tak, zgadza się, podczas pisania emocje szalały mną niesamowite.Ba! Byłam wściekła jak diabli, że ktoś w ogóle puścił coś takiego do druku, ale kto by się przejmował tam tkaniną/dzianiną czy inną pierdołą. Ważne, że koszule potrafię założyć ze spodniami i ze spódnicą.
      A co do błędów to przyznaję, często zapominam o przecinkach, justowaniu tekstu, poprawnej stylistyce czy gramatyce. Na szczęście mam Zuźkę, która często robi za mojego korektora ;)
      I na razie nie zapowiada się, żebyśmy wydawały książkę ;) Chociaż jako blogerki chyba powinnyśmy...

      Usuń
    4. Emocje mną targały lub we mnie szalały, ale nigdy szalały mną.

      Usuń
  2. Pamiętam jeszcze z podstawówki, z ZPT, jak uczyliśmy się nazywać i rozróżniać materiały. Najwięcej frajdy sprawiało podpalanie nitek i analiza, z czym mamy do czynienia. Ot, nauka przez zabawę ;) Szkoda, że nie uczą tego w szkołach, może byłoby mniej książek o niczym ;)

    Magda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Magda, wydaje mi się, że dalej tego uczą. To palenie nitek miałam chyba kiedyś na chemii w gimnazjum. Chociaż to było jakiś czas temu i mogę się mylić ;) Ale nawet jeśli obie to pamiętamy, to jak widać powyżej nie wszyscy mieli z tym do czynienia ;)

      Usuń
  3. Oglądałam tą książkę w Empiku. Mimo, że nie ocenia się książek po okładce i przeleceniu stron, to coś mi w tym poradniku nie pasowało. Nie jestem fanką tej blogerki, nie czytam jej bloga, jej osoba jest mi totalnie obojętna i w tym momencie czytając Twój wpis to się totalnie zawiodłam. Jestem laikiem w świecie mody, nie znam się na materiałach, ani nie jestem stylistką, lecz ostatnio naszła mnie ochota, żeby odnaleźć swój styl, dowiedzieć się co mi pasuje a co nie. Myślę, że takich osób jak ja jest więcej i co wtedy, jak kupią ' Nie mam w co się ubrać'?
    Mam na oku też nie dawno wydaną książkę Radzkiej, mam nadzieję, że jest lepsza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. moze nie ksiazka, ale moge polecic blog ubierajsieklasycznie.pl - kopalnia przydatnych informcji dla osob, ktore nie wiedza od czego zaczac, jak znalezc wlasny styl, jak okielznac szafe i budowac garderobe. Masa cennych wskazowek :)

      Usuń
  4. Książkę Radzkiej przejrzałam bardzo pobieżnie, ale mimo wszystko mam do niej większe zaufanie w kwestii doboru ubrań do sylwetki.
    Dla mnie to bardzo przykre, że pisząc książkę dla osób, które nie mają pojęcia o modzie, odzieży itd. (bo to dla nich był poradnik Charlizy) wypisują takie głupoty. Ludzie czytają biorą taki poradnik, dają jakiś kredyt zaufania autorce i czerpią z tego informacje. A później okazuje się, że nasz "przewodnik po modowym świecie" mylił się i to nie raz. I przeciętny czytelnik nie wychwyci takich błędów i będzie żyć w przekonaniu, że to co było w książce jest najprawdziwszą prawdą.
    Urwisku, jeśli znajdę jakąś ciekawą książkę o znalezieniu własnego stylu i odpowiednim doborze ubrań to obiecuję, że od razu dam znać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Radzka jest przedewszystkim stylistką i ubiera ludzi, a nie tylko siebie na blogu. Myślę, że jednak to jest baaardzo duża różnica.

      Usuń
  5. Hmm... Nie znam tej blogerki, zatem nie kupię książki, zatem nie będę się irytować:)

    OdpowiedzUsuń
  6. No ale jakiej wiedzy można było się spodziewać po lasce, którym jedynym życiowym zmartwieniem jest to, czy jej się pies zmieści do torebki Lułi Witą i czy jej nowe buty będą dobrze wyglądały na ściance? -.-

    OdpowiedzUsuń
  7. o mamo!
    przed premierą chciałam kupić tą książkę, ale jak przeczytałam opis co niby ma nosić gruszka, ręce opadły, a teraz to
    czemu wprowadza ludzi w błąd???? tkaniny na sweter - kosmos

    OdpowiedzUsuń
  8. A może Karolina chodzi właśnie w tkanych swetrach? ;)) Mylenie tkaniny z dzianiną ciągle mnie mierzi, no przecież jest różnica! I masz rację, jak ktoś pisze książkę tematyczną, to powinien ten temat zgłębić od A do Z, bez pomijania Ł czy S.

    Swoją drogą, na okładce książki kulinarnej, o której od wczoraj tak głośno, jest coś o znajdywaniu. Pewnie w środku będzie o kupywaniu ;) I nie wiem, czy funkcja korektora w wydawnictwie istnieje, czy pracują tam jacyś poloniści, czy jak do wydawnictwa przyszło, tak dajemy do druku, i w dupie mamy co dalej?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że korektor może w książce poprawić błędy interpunkcyjne, ale nie merytoryczne. On nie ma obowiązku znania się na materiałach i takich tam. Od tego jest autorka.
      A co do "znajdywania"... no cóż, widocznie wydawnictwa wydają za dużo książek i poloniści nie wiedząc w co ręce włożyć pracują na pół gwizdka.

      Usuń
    2. Świetny tekst.
      Wydawnictwo jest zobowiązane do przeprowadzenia pełnej redakcji (korekta + sprawdzenie merytoryczne - czyli właśnie pobieżne ustalenie, czy autorka nie pisze głupot; na tym etapie powinna wyjść kwestia nieszczęsnej dzianiny). W idealnym świecie książkę powinien przewertować jeszcze specjalista w danej dziedzinie, ale na tym się oszczędza. Ze szkodą dla publikacji, jak widać.
      Ze swojej strony dodam, że książka jest, wbrew pozorom, strasznie niechlujnie wydana: co z tego, że dali ładne obrazki i dużo światła, skoro na pierwszej (!!!) stronie znalazł się okropny chochlik (Czy krekta mnie słyszy? Czy korekcie się wypisał długopis?), a i stylistyka pozostawia dużo do życzenia (tak, to też obowiązek redaktora - gdyby wydawnictwa wydawały na surowo to, co dostają, wielu czytelników zeszłoby na skutek zatrucia pokarmowego :) )

      Usuń
  9. "bawełna nie kurczy się nawet w wysokich temperaturach" mhm, tyle, że kurczliwość dzianin bawełnianych wynosi około 2-3% czasami więcej, cóż zapowiadało się dobrze a wyszło "szkoda czasu"

    OdpowiedzUsuń
  10. Hahaha, uśmiałam się :D Bardzo przyjemnie piszesz :) Nie znam się na materiałach, także nie miałam pojęcia, że tkanina to jakiś konkretny rodzaj materiału a że swetry są z dzianiny :) I dzięki Tobie wyszłam z tego błędu :D Moze najwyższa pora, żebyś napisała książkę? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest w sumie bardzo proste z tym całym rozpoznawaniem. Jak weźmiesz bluzkę w rękę i przyjrzysz się dokładnie i zobaczysz nitki przecinające się prostopadle to jest tkanina, jak są oczka to dzianina.
      Ale cieszę się, że pomogłam chociaż jednej osobie. Chociaż pisanie książek na razie sobie odpuszczę ;)

      Usuń
  11. Możecie śmiało usunąć przecinek przed "że" w stwierdzeniu "mimo że".
    Podobnie nie ma przecinka przed "że" w "tym bardziej że". :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Smutne jest to, że takie pozycje książkowe pozbawiają kredytu zaufania książki innych blogerów, które kiedyś mogłyby zostać wydane. Bo jeśli w tej były błędy, to inni pewnie też je zrobią, a ja głęboko wierzę, że istnieją blogerzy, którzy naprawdę znają się na temacie swojego bloga/videobloga/innegobloga i nie zafundują nam "wikipedii" ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie do końca się tym zgadzam. Owszem, ten kredyt został już pozbawiony Charlizy. Przed kupnem książki wydanej przez jakiegokolwiek blogera powinno się wejśc na jego stronę/bloga i zobaczyć jak i o czym pisze. To pomoże trochę w tym czy dana pozycja nam podpasuje. Ew. nie kupować w ciemno tylko się najpierw przejść do księgarni i przeczytać fragment.

      Usuń
    2. Są blogerzy, którzy mają coś do powiedzenia i tacy, którzy chcą mówić, ale nie bardzo wiedzą o czym. Nie możemy wrzucać ich wszystkich do jednego worka. W Polsce utarł się stereotyp głupiej blogerki, ale jest mnóstwo przykładów, który pokazuje, że są fajni ludzie, którzy mają coś do powiedzenia i do pokazania. Weźmy np. książkę blogera Mr. Vintage, który wydał moim zdaniem naprawdę dobrą książkę. Miejmy tylko nadzieję, że przy kolejnych książkach autorki-blogerki będą bardziej uważne :)

      Usuń
    3. Ja osobiście polecam świetną książkę Anwen "Jak dbać o włosy", dla osób, które marzą o pięknych puklach :) To świetna lektura, w której zebrana jest naprawdę rzetelna wiedza a nie jakieś pierdoły ;)

      Usuń
  13. Ludzka rzecz się mylić, szkoda tylko, że młodociane fanki nie poznają prawdy. Tak, czy siak zamiast drugiego wydania książki sugeruję stworzenie sprostowania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja proponowałabym rzetelną analizę profesjonalistów od początku do końca. Przed wydaniem książki.

      Usuń
  14. hahahah.... ten cały KOMINEK już się przeżarł... lizi dupa, trzyma z kliką "ulubionych" swoich blogerów do obrzygania ;/ ZERO..ale to ZERO opinii własnej na temat tego bubla, bo to nie książka a BUBEL!!

    OdpowiedzUsuń
  15. Dobrze, gdy ktoś korzysta z Wikipedii, mając świadomość, że to tylko Wikipedia, a nic więcej ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Jestem tu po raz pierwszy, ale kocham Cię za ten wpis <3
    Niecierpliwie czekam na chwilę, kiedy ignorancja tej samozwańczej "ekspertki" (i innych jej podobnych) zostanie oficjalnie obnażona.

    OdpowiedzUsuń
  17. Hej :) pierwszy raz jestem na Twoim blogu, bardzo spodobała mi się Twoja recenzja. Czy mogłabyś polecić książki, które warto przeczytać w podobnej tematyce? Takie kompendia wiedzy dla początkujących :) chciałabym poznać tę tematykę z jak najbardziej wiarygodnego źródła :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chodzi Ci o poradniki dotyczące ubierania się?
      Ogólnie nie śledzę tego typu literatury, bo nigdy nie miałam problemów z doborem garderoby, ale skoro jest taka potrzeba, to obiecuję, że zrobię research i dam znać. Więc wpadaj do nas od czasu do czasu,a może trafisz na kolejne recenzje. A jeśli będziesz potrzebowała konkretnych porad to pisz na meila ;)

      Usuń
  18. Dziękuję. Kocham Cię.

    OdpowiedzUsuń
  19. Omatko..
    podpisuję się pod Twoimi spostrzeżeniami nt.pisania książek wszystkimi moimi kończynami!

    OdpowiedzUsuń
  20. Błędów merytorycznych jest w tej książce mnóstwo. Jeden z wielu, który zapadł mi w pamięć, dotyczy sukienki w stylu Empire, gdzie Charlize pisze, że jest fanką Nowego Jorku i właśnie dlatego ten fason powinien jej pasować. Empire State Building, styl Empire w modzie, żadna różnica przecież! I to nie jest śmieszne, to jest bardzo złe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę?! Tragikomedia.
      Chyba jednak zakupię sobie tę książkę. Wyczuwam niezłą rozrywkę z żółtym zakreślaczem w ręku. Chociaż boję się, że mogłabym też nabawić się jakiejś totalnej nerwicy, albo wrzodów na żołądku od nadmiernego stresu i zdenerwowania.
      Materiału starczyłoby na dobrych kilkanaście notek albo nawet i drugą książkę.

      Usuń
    2. Oczy wychodzą z orbit kiedy czytam co tu piszecie...ta ksiązka to są jakieś jaja...Też bym ją kupiła, dla rozrywki, ale coś mnie powstrzymuje: nie dam zarobić lasce na tym, ze pierdzieli głupoty i tak naprawdę nie do końca wie, co pisze....Sabina

      Usuń
  21. Materiał - słowo wieloznaczne. W najbardziej ogólnym sensie jest to surowiec w postaci pierwotnej lub częściowo przetworzony, z którego wytwarza się różne produkty.
    przeczytaj zdanie Charlize jeszcze raz i swoje... Wg mnie prostej cczytelniczki znaczy to samo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. chodzi mi o to:
      "Bawełna – Najpopularniejszy materiał w przemyśle tekstylnym, jednak rzadziej wykorzystywany przy produkcji swetrów. Pozyskuje się go z rośliny o tej samej nazwie."
      Bawełna to najpopularniejszy surowiec w przemyśle tekstylnym.
      Bawełna nie jest materiałem, jest surowcem z którego później wyrabia się różne materiały np. dzianiny lub tkaniny.


      Co do reszty się zgadzam :)

      Usuń
  22. To jest jak z przewodniczką na wyjeździe na którym teraz byłam. Pierdoliła za przeproszeniem takie farmazony o geologii i tektonice, myliła nazwy, pojęcia że aż mi było słabo. To samo widzę tutaj. Jeśli się pisze książkę na dany temat, należy wnikliwie przeanalizować treść i użyte pojęcia bo to nie jest wszystko jedno.

    OdpowiedzUsuń
  23. Nie chcę być niemiła, ale w Twój tekst też wkradł się błąd merytoryczny.
    Włókninę wytwarza się w włókien, a nie z przędzy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i teraz wychodzi, że przyganiał kocioł garnkowi i nawet jeśli sprawdzałam tekst po kilkanaście razy to sama powypisywałam w nim głupoty. Dzięki bardzo za zwrócenie uwagi :)
      Oczywiście, że wytwarza się ją z włókien (jak sama nazwa wskazuje)! Czasami jeszcze na wyroby już konkretnie z nitek, które są przędzinami mówi się też włókniny.
      Ale już poprawiam!

      Usuń
  24. Wiecie co mi najbardziej nie pasowało? Że ta książka to zbiór banałów które krążą w sieci - i nie odpowiada na pytanie w tytule, po jej przeczytaniu dalej "nie wiem w co się ubrać". Jeszcze bardziej mi namieszała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi spodobało się, co napisane było na niemodnych polkach - że ta książka jest skierowana głównie do młodych osób, a autorka każe im się wbijać w białe koszule, szare spódnice i beżowe pantofelki. Niby wszystko klasycznie i poprawnie, ale nic dziwnego, że później nasze ulice są szare i nudne.

      Usuń
  25. Można się pienić, że Szarli internety przepisuje (to z niemodnychpolek.pl) ale wydawca się znalazł.Co to znaczy, ano to, że na Szarli i jej marzeniach da się zarobić. I o to chodzi, żeby tłuc kasę. Zresztą mówimy o wydawnictwie SQN, wystarczy spojrzeć w ich katalog i już wiemy, że pomysł na biznes opiera się na robieniu książek, których nikt nie czyta tylko ogląda... taki odbiorca.
    Powracając do mojej Mystery, problem Karoliny nie polega na niewiedzy dotyczącej mody, polega, to moje zdanie i mogę się mylić, na braku generalnych kompetencji pozwalających formułować sensowne wnioski oraz umożliwiających łączenie tych wniosków w złożone całości wraz z weryfikacją prawda/fałsz. Ona ma wyczucie estetyki, skłamałabym, gdybym powiedziała, że nie podobają mi się jej aranżacje, no ale pisać o tym nie potrafi.

    OdpowiedzUsuń
  26. Wełna z lamy to nie alpaka. Alpakę otrzymuje się z sierści alpak. Jak krytykujesz to wpierw sprawdź sama, co piszesz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż za uroczy hejcik :)
      Drogi Anonimie, tego uczyli mnie profesorowie na studiach, ale widocznie się mylili. Jeśli mógłbyś mnie zatem oświecić jak nazywa się wełna z lamy to z chęcią się dowiem :)

      Usuń
  27. Poleciłam w linku Karolinie i jej czytelniczkom Twoją recenzję a ona go wykasowała. Bu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziwi Cię to? Mnie wcale.
      Z tego co widziałam kilka osób wrzucało recenzję też na fanpage'u Karoliny i za każdym razem była ona kasowana. Charliza na pewno widziała już tą notkę. Raz nawet dopatrzyłam jej komentarz, że czepiam się słówek, ale później nawet i ten komentarz zniknął.

      Usuń
  28. Jak widać skutecznie szerzy wiedzę - na stronie Empiku piszą, że z książki dowiemy się ,,Z jakich tkanin szyje się najlepszej jakości swetry?''.

    OdpowiedzUsuń
  29. Witaj, jestem u Ciebie pierwszy raz i nie żałuję. Super wyjaśnienie :) sama jako laik potrzebuję takiej wiedzy i już ją mam i już mi z nią lepiej - super!!!
    Odnośnie książki, cóż kupiłam ją w przedsprzedaży z czystej ciekawości, postanowiłam wydać te pieniądze. W związku z faktem, że książka przyszła na adres polski, a ja lecę na święta dopiero w poniedziałek, jeszcze jej nie widziałam. Czytając jednak wpisy na stronie Empiku, już jestem przerażona :/ Dawno nie widziałam tylu negatywnych komentarzy buuuu. Trudno, za ciekawość się płaci ;)
    Pozdrawiam
    venus

    OdpowiedzUsuń
  30. Smutne to i dziwne, ze po znalezieniu błędu otrzymujemy wytłumaczenie ze każdy ma prawo sie mylić i ludzie sie z tym zgadzają... Ciekawe czy to wytłumaczenie byłoby akceptowalne, gdyby kierowca autobusu rwał sie do robienia operacji na otwartym sercu... bo zawsze miał takie marzenie ;)

    OdpowiedzUsuń
  31. Bardzo ciekawe!
    A o alpakach nie miałam pojęcia :-)

    OdpowiedzUsuń
  32. Cześć! Trafiłam tu zupełnie przez przypadek z bloga Niemodnych Polek i muszę przyznać, że jestem trochę w szoku tą recenzją i, co za tym idzie, poziomem książki. Szkoda, że wydawnictwo poskąpiło na redakcji i korekcie, chociaż to nic dziwnego – mogłoby się okazać, że konieczne jest napisanie książki od nowa (co niestety się czasem zdarza, serio). Właściwie jest to najtrudniejszy typ publikacji do redakcji, bo wychodzi się z założenia, że autor jest specjalistą, więc trudno sprawdzać, czy wszystko się zgadza merytorycznie.
    Mimo wszystko chętnie podjęłabym się wyzwania redakcji tej publikacji... gdyby ktoś mi za to zapłacił. :-D Jest tyle bezrobotnych polonistów, a rynek wydawniczy obfituje w takie wspaniałe dzieła. Czemu więc nikt nie chce dać nam szansy? Może dzięki temu świat byłby lepszy a ludzie mądrzejsi? ;-)
    Przy okazji – pożyteczny post. Najciekawszych rzeczy uczymy się przez przypadek. ;-) Szkoda tylko, że zamiast specjalistów "ekspertami" są amatorzy-niedoszli celebryci.
    Pozdrawiam,
    Zuza

    OdpowiedzUsuń
  33. K. Gliniecka zrobiła to po swojemu, tzn moim zdaniem ona nie zna się na żadnej z rzeczy, które robi. Ma bloga modowego, bo teraz "tak trzeba" i co drugie dziewczę by tak chciało.
    Jej blog jest jednym z wielu, które pokazują bardzo podobne zastawy. Wystarczy obejrzeć jeden j już wiesz co znajdziesz na innych. Poza tym, na blogu modowym można pokazać jakie jesteśmy teraz urodziwe (z małą pomocą chirurga, photoshopa, etc), bo przecież od zawsze, na żywo, byłyśmy jak siódme dziecko baby jagi.
    Przeczytałam kiedyś jakieś przepisy kulinarne, które umieściła Karolina na blogu i chociaż nie jestem kucharką z zawodu, to było dla mnie jasne, że ona nie ma pojęcia o gotowaniu.
    Jej krótkie opisy do zdjeć na blogu są przeważnie napisane jak dwie strony książki, które opisałaś.
    Jak kiedyś wspomniała, jej inspiracją jest blogerka włoska Chiara Ferragni... No i to wiele tłumaczy... Ferragni już od 15 roku życia zalewała włoski net swoimi nagimi zdjęciami. Można je jeszcze znaleść w sieci szukając pod hasłem diavoletta87. Potem otworzyła bloga, bo miała bogatego chłopaka, ktory sponsorował jej ciuchy, a zestawy kopiowała z blogów amerykańskich i francuskich. I tak dalej, po trupach do celu. Taka mała mania protagonizmu.
    Co do tekstów Ferragni to, w czasach gdy jeszcze pisała je samodzielnie, wyrażała się jak piętnastoletnie dziecko, a w rzeczywistości była już studentką prawa (na prywatnej uczelni oczywiście, gdzie wystarczy zapłacić, żeby przejść egzamin), którego nigdy nie ukończyła.

    Miejmy nadzieję, że uczeń nie przerośnie mistrza!

    Dorota

    OdpowiedzUsuń